DIY – 3 powody, dla których tak je KOCHAMY :)

DIY C-THRU

DIY (ang. do it yourself) opanowało blogosferę, zawładnęło naszymi sercami i umysłami… W sumie – z jakiegoś powodu przecież tu jesteście, prawda? 🙂 Dlaczego tak kochamy rzeczy, które udaje nam się stworzyć naszymi bardziej lub mniej zdolnymi łapkami i co pcha nas do podziwiania innych osób, które tworzą prawdziwe rękodzielnicze cuda?

Temat hand made poruszyłam na blogu już jakiś czas temu. Wpis wywołał sporo emocji, ponieważ zdania co do tego, co jest rękodziełem, a co nim nie jest są bardzo podzielone. Kiedy myślę nad tym teraz, moje podejście nabrało nieco łagodności – jak różni są ludzie, tak różne mogą być ich opinie i gusta. Rozgraniczanie tego, co kto uważa za rękodzieło pozostawiam zatem do własnej oceny i nie będę się tym dziś zajmować. 🙂 Jako osoba zajmująca się szyciem i poświęcająca temu tematowi (całkowicie amatorsko) mnóstwo swojego czasu i energii czuję się jednak chociaż trochę upoważniona do odpowiedzi na pytanie za co kochamy rzeczy DIY. Sama przecież oszalałam na ich punkcie. 🙂

Szyję od ponad roku i w swojej krótkiej „karierze” wyszło spod stopki mojej maszyny już całkiem sporo projektów. Conajmniej drugie tyle mieszka jeszcze oczywiście w mojej głowie. 🙂 Wśród tego gąszczu sukienek, bluzek, ubranek dziecięcych i innych tworów znajduje się jednak parę perełek, z których dumna jestem najbardziej. Na myśl przychodzi mi w tym momencie przede wszystkim moja ukochana muzyczna koszula. To, dlaczego aż tak ją uwielbiam, jest moim zdaniem kwintesencją tego, za co kochamy DIY:

❤️
WYJĄTKOWOŚĆ

– przede wszystkim! Kiedy szyję sama – nawet korzystając z gotowego wykroju – mam pewność, że nikt nigdzie na świecie (!) nie będzie miał takiej samej rzeczy. 🙂 A gdybym nawet na drugim krańcu naszego globu spotkała kogoś ubranego w bliźniaczą wersję mojej muzycznej koszuli… Cóż – zyskałabym po prostu najlepszą przyjaciółkę, będącą moją bratnią duszą – czyż to nie cudowna wizja? 🙂

❤️❤️

EMOCJE

– nie ma tworzenia bez emocji. Możemy wyprodukować oczywiście towar, w który nie potrzeba wkładać serca, ale przecież nie to jest główną ideą DIY. No bo skoro mogę iść do sklepu i kupić np. taborecik, pasujący do moich oczekiwań, w miarę rozsądnej cenie – dlaczego miałabym babrać się w farbie i kleju odnawiając stary stołek po babci? Co innego, jeżeli  przedmiot ten posiada wartość sentymentalną, „babranie się w farbie” sprawia mi radość lub chcę na przykład podarować własnoręcznie odnowiony taborecik bliskiej osobie – wtedy DIY nabiera prawdziwego sensu. Emocje, emocje i jeszcze raz emocje. 🙂

❤️❤️❤️

SATYSFAKCJA

– tak, jak nie ma róży bez kolców, tak też nie ma DIY bez zmęczenia, „koronkowej”, ale niekoniecznie przyjemnej roboty i wielu przeszkód napotykanych po drodze. Im trudniejszy jednak projekt i im więcej trudu przysparza mi jego realizacja, tym większą satysfakcję odczuwam po jego skończeniu. I tak – wracając do mojej ukochanej koszuli – umęczyłam się strasznie np. przy oblekaniu guzików tkaniną, ale gdy teraz na nie patrzę za każdym razem odczuwam radość i satysfakcję z tego, że mi się udało i nie rzuciłam tych guzików w kąt podczas mozolnej dłubaniny. Ile się naprułam (w sensie „szyję-pruję”, oczywiście ;)) też wiem tylko ja. Koszulę w nutki z wiązaniem mam jednak teraz też TYLKO JA. I to napędza mnie do stawiania sobie coraz to wyższych wymagań i realizowania kolejnych projektów. 🙂

DIY C-THRU

Zakładam, że – skoro tu jesteście – tak samo jak ja doceniacie produkty DIY – być może za te same cechy, które wymieniłam wyżej, a może za coś zupełnie innego, co mi umknęło? Podzielcie się ze mną koniecznie w komentarzach! 🙂 Jeżeli dodatkowo sami tworzycie, zachęcam Was do wzięcia udziału w lipcowej akcji #JestemProjektantem organizowanej przez markę C-THRU, dopingującą wszystkich tworzących. Na ich blogu (TUTAJ) znajdziecie więcej szczegółów na temat akcji, a na fanpage’u (TUTAJ) weźmiecie udział w konkursie, w którym wygrać możecie fajne nagrody. Wystarczy, że podzielicie się ze światem swoimi dziełami – śmiało! 🙂 Trzymam kciuki! 🙂

Może zainteresuje Cię jeszcze...

11 komentarzy

  1. […] Ta oryginalność i wyjątkowość stworzonych ostatecznie przeze mnie rzeczy jest chyba moim ulubionym aspektem w DIY. Czasem zaczyna doskwierać mi jednak brak spójności w mojej szafie. Tej wiosny postanowiłam […]

  2. […] Dominika opowiedziała nam za co najbardziej kocha DIY. […]

  3. ThimbleLady

    Szyję w zasadzie od dziecka. W dużej mierze dlatego, że wychowywałam się w domu krawcowej i stukot maszyny towarzyszył mi od kiedy pamiętam. Pamiętam też przeszyte palce, zarwane nocki, a czasem też złość lub łzy gdy pierwszy raz mierzyłam się z jedwabiem :). Lubię to robić. Nawet mała przeróbka sprawia, że to są „moje” rzeczy, jedyne i niepowtarzalne. Robienie czegoś samodzielnie było też swego rodzaju koniecznością w tych siermiżnych czasach (samodzielnie naprawiałam sobie maszynę, z rajstopy robiłam pasek klinowy do magnetofonu, zbijałam klatkę dla ptaszków, robiłam wazon ze szklaenj butelki po śmietanie…). Spódniczka przerobiona ze starch jeansów nadawała się idealnie na szkolna dyskotekę, spódnico-spodnie uszyte z zasłony były hitem połowinek, sukienka z asymetrycznym dołem uszyta z czarnego płótna z dodatkiem bawełny w groszki całkiem dobrze sprawiła się na balu maturalnym. Do dziś lubię poznawać różne techniki tworzenia. Gdy tylko starcza mi czasu szyję, maluję, filcuję, na święta robię kartki – tak tak wysyłam tradycyjne kartki z życzeniami, a nie maile czy smsy 😉 plotę wianki, bawię się w decoupage, robię ozdoby świąteczne. I przyznam że wydaje mi się to tak naturalne, że nie widze w tym nic nadzwyczajnego.

    1. Piękne podejście 🙂 Sama staram się jak najwięcej siebie wkładać w większość dziedzin mojego życia (z przyjemnością – nie z przymusu), ale nie jestem nawet w połowie tak wszechstronna jak Ty. 🙂

  4. Moje nożyczki

    Ja stawiam i na DIY i na szycie od podstaw. Jedno i I drugie jest tak samo satysfakcjonujące jeśli z kawałka materiału zamieni się coś w cudo 🙂 Najbardziej jestem dumna jednak z sukienki jaką uszyłam z męskiej koszuli.

    PS. W nowej Burdzie czeka na Ciebie niespodzianka 😉

    1. Jak zwykle jesteś gołąbkiem przynoszącym dobre wieści! 😊 „Burdę” ma mi dostarczyć do szpitala Mąż, więc jeszcze bardziej niecierpliwie przebieram teraz nogami 😊

      1. Moje nożyczki

        A Ty jak zwykle tak pięknie odpowiadasz 🙂 Gołąbkiem <3 Jeszcze raz wszystkiego najlepszego i wracaj do zdrowia 🙂

  5. Tworzenie rzeczy własnymi rękami sprawia mi mnóstwo przyjemności i jest odskocznią od trudów dnia codziennego. Piekę chleb, zagniatam ciasto na makaron, zatem siłą rzeczy muszę coś uszyć, ale prędzej opanowałam sztukę dziergania i tym sposobem moja szafa ugina się od swetrów, sukienek i szalików wydzierganych na drutach. Sztukę szycia dopiero próbuję ujarzmić z większymi kłopotami niż się tego spodziewałam, ale się nie poddam. Oprócz przyjemności z rzeczy własnego wyrobu mam też pewność, że wykonałam to dobrze, że nie spruje się po pierwszym praniu, że jest wykonane dobrze, na moje oko, choć pewnie z masą krawieckich błędów, ale nie od razu Rzym zbudowano przecież. Dzisiejszy świat oferuje nam straszną tandetę chociaż w przystępnej cenie i to mnie zniechęca do kupowania tych rzeczy, dlatego wolę wszystko zrobić sama. 🙂

    1. No to majstersztyk DIY z Ciebie! Ja chleba ani makaronu nie robię, ale za to piekę z umiłowaniem 😊 Niezmiennie podziwiam Twoje wydziergane twory – coś czuję, że namówisz mnie podświadomie na ten rodzaj ekspresji artystycznej 😜

      1. Oj tak, namawiam gorąco. Dzierganie późnymi wieczorami jest nader przyjemne, jeszcze jak się uda przy tym obejrzeć jakiś dobry film, to mamy dwie przyjemności za jednym zamachem 🙂 Ale też działa jako środek nasenny na wypadek jakiejś bezsenności.

        1. Bardziej wyobrażam sobie to jako fajną formę spędzania czasu na okienkach w pracy – a że wracam do szkoły od września to ta perspektywa coraz bliżej 😊

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *